Pobłogosławiona droga matki

„Pan niech będzie z Tobą i niech Ci wynagrodzi wszystkie trudy macierzyństwa” – te słowa, które matka słyszy podczas wywodu*, rozmiękczają jej serce i wzruszają. Trzymając swoje dziecko, zwłaszcza pierwsze, nie jest jeszcze świadoma wszystkich trudów, które na nią czekają. Owszem, zna już ból rodzenia, zmęczenie po nieprzespanych nocach, a z czasem pozna kolejne, być może i takie, których wcale się nie spodziewa… Niewątpliwie czeka ją wiele wyrzeczeń, trosk i obowiązków, które będą jej codziennym krzyżem. Jednak jakże powinna być szczęśliwa, że nie musi go nieść sama!  

            Pobłogosławiona droga

            Kolejne słowa, które wypowiada kapłan do matki, brzmią: „Niech Cię Bóg oświeci, abyś poznała swe macierzyńskie obowiązki i niech zapali serce Twoje miłością, abyś je godnie mogła wypełnić”. Zatem już na progu macierzyństwa matka słyszy o czekających ją zadaniach, ale też otrzymuje błogosławieństwo: „Pan niech będzie z Tobą…”, „Niech Cię Bóg oświeci… i niech zapali serce Twoje miłością”. Jest to zapewnienie, że Bóg nie zostawia swojej służebnicy samej, a wręcz przeciwnie – towarzyszy jej w macierzyńskiej drodze i pomaga jej sercu kochać!

            To oczywiste, że wśród prozy matczynego życia trudno pamiętać poezję tych wzniosłych słów, które mogą wydawać się tylko… słowami. Jednakże mają one moc sprawczą, i choć wymagają współdziałania z łaską, to są pięknym i dobrym życzeniem na początek macierzyństwa. Podobnie zresztą jak błogosławieństwo udzielane kobietom oczekującym potomstwa, w którym kapłan mówi o pomyślności dla mającego się urodzić dziecka i jego zbawieniu, które osiągnie dzięki swemu pobożnemu życiu. Dla każdej wierzącej matki to cel wychowania – życie wieczne jej dziecka.

            O powołaniu matki

            Kobieta, która rozeznaje swoje powołanie do bycia żoną, jednocześnie przyjmuje na sobie kolejne powołanie, jakim jest bycie matką. Nie jest to smutna konsekwencja małżeństwa, ale dar! Jednak żeby to zrozumieć, trzeba wyzbyć się współczesnego myślenia o macierzyństwie, jako o wyrzeczeniu się samej siebie w imię dobra dziecka. Tak wiele kobiet narzeka na macierzyństwo, nie widząc w nim większego sensu, żadnego celu, poza koniecznością przetrwania kolejnego dnia. To, co powinno być źródłem radości, największą chwałą i ozdobą matki, staje się dla niej przykrością, zabiciem jej jako niezależnej jednostki. Dzieci stają się przeszkodą do realizacji własnych planów, wymagają rezygnacji z siebie.     Takie postrzeganie macierzyństwa bierze się m.in. z egoizmu, z krótkowzroczności, z braku nadprzyrodzonej perspektywy. Żyjąc tu i teraz, matka nie widzi jeszcze owoców, które będą jej dane z tych jeszcze wątłych i kruchych gałązek. Wielokrotnie matki myślą o tym, że trzeba tylko przetrwać do momentu, kiedy dziecko pójdzie do szkoły i na kogoś innego spadnie obowiązek jego wychowania. To błędne myślenie, które zakłada oddanie obcym najlepszej sadzonki, którą się z takim trudem pozyskało i wyhodowało; oddanie jej komuś, kto nie zapewni jej odpowiedniego nawodnienia i nasłonecznienia… A jeśli nawet sadzonka przyjmie się w nowej ziemi, w nowym środowisku, i z czasem wyda owoc, to może on zostać zmarnowany, bo nie zostanie wykorzystany zgodnie ze swoim słodkim przeznaczeniem…

            Nie chodzi tu oczywiście o deprecjonowanie szkoły i nauczycieli, ani o ukazywanie ich jako źródła zła czy demoralizacji. Chodzi o unaocznienie, że to matka jest tą osobą, która najlepiej zna swoje dziecko i poprzez swoją miłość, czułość, a także intuicję, daje dziecku wszystko to, czego potrzebuje ono do wzrostu. To matka dba o potrzeby fizyczne dziecka, od maleńkości koi jego bolączki, ona dzieli z nim radości, wspiera w trudach. Również ona daje dziecku pokarm duchowy, bo to najczęściej właśnie matka jako pierwsza zaznajamia dziecko z prawdami wiary. Ona najlepiej wie, czego dziecko potrzebuje do wzrostu fizycznego, moralnego, duchowego. Choć niejednokrotnie, aby dziecko mogło wzrastać również intelektualnie, matka potrzebuje pośredników – nauczycieli, kapłanów – to jednak nie powinna ona myśleć o szkole, jako o miejscu, które załatwi za nią sprawę wychowania dziecka. Ono jest wątłe, podatne na różne wpływy – działania wichrów, suszę, złe odżywianie – dobrze, aby było pielęgnowane przez jedną troskliwą rękę, według jednego wzoru, z miłością i całkowitym zaangażowaniem. To matka powinna doglądać wzrostu dziecka i zbierać plon swojej pracy.

            Pomoc niebiańska

            Może nieco z obawy przed Bożym Majestatem lub z poczucia naszej wielkiej grzeszności, wydaje nam się, że zwracanie się do Pana Boga z naszymi małymi, matczynymi troskami nie jest na miejscu, myślimy, że On jest zbyt święty, zbyt zajęty, by pochylić się nad naszą bolączką. Jednak On, w swej wielkiej mądrości i miłości do nas, dał nam całe rzesze świętych, które są postawione na straży, aby czuwać nad macierzyństwem, rodzicielstwem, nad naszymi dziećmi. Oni wszyscy, z polecenia Bożego, są gotowi nieść realną pomoc matkom!

             Przeglądając po tym kątem żywoty świętych możemy odnieść wrażenie, że w jakiejkolwiek sytuacji znajduje się żona czy matka, bez względu na problemy i trudności, z jakimi musi się mierzyć, ma ona wsparcie w Niebie. To wielki dar od Pana Boga, który przez swoich świętych – przez przykład ich ziemskiego życia, często trudnego, pełnego upadków, ale ostatecznie błogosławionego, lub przez ich pomoc, którą niosą potrzebującym duszom, już sami będąc zbawionymi.

            Matczynych orędowników jest tak wielu, że można by ułożyć do nich litanię. Poza Trójcą Świętą, Najświętszą Maryją Panną i św. Józefem, wymienilibyśmy św. Annę, o której mówi się, że jest patronką macierzyństwa i wychowania. Następnie można by zwrócić się do św. Elżbiety, u której wsparcie znajdą szczególnie kobiety będące w stanie błogosławionym i szukające wparcia na czas porodu. Tutaj pomocni będą również św. Bonawentura, św. Ignacy Loyola oraz św. Dominik Savio, którzy są też wsparciem dla kobiet, które mają problemy z płodnością. Z kolei za swe nienarodzone dzieci matki powinny modlić się do św. Gerarda Majellego. Matkom, dzieciom i ich szczęśliwym narodzinom patronuje też św. Filomena, młodym mężatkom i matkom św. Zdzisława. Matkami karmiącym opiekuje się z kolei św. Idzi.

            W tym licznym gronie znalazłyby się też św. Monika i św. Rita, które doświadczyły trudów wychowania, a ich modlitwa ocaliła od potępienia ich dzieci. Są więc one w sposób szczególny bliskie tym matkom, których dzieci oddaliły się od Boga, porzuciły moralność i prowadzą złe życie.

            Oczywiście dla każdego katolika wielkimi orędownikami są też aniołowie stróżowie oraz patroni z chrztu św. czy bierzmowania, i nie inaczej jest w przypadku matek. Każda święta i błogosławiona, której imię nosimy, na pewno z wielką czułością zechce pośredniczyć naszym modlitwom. Zdarza się, że jako matki mamy też szczególne nabożeństwo dla jakiejś świętej, z którą widzimy podobieństwo do samej siebie – czy to ze względu na pochodzenie, temperament, wykonywane zajęcie, czy też ze względu na liczbę posiadanych dzieci czy nawet podobieństwo fizyczne. Warto w pierwszej kolejności naśladować małe czyny tej wybranej świętej, bo to dzięki nim udaje się krok po kroku postępować na drodze do macierzyńskiej doskonałości. Może to być zamiłowanie do jakiejś konkretnej pracy, dzięki której umilimy codzienność naszym bliskim – gotowania, pieczenia, wspólnej lektury książek, muzykowania, haftowania czy szycia. Następne będzie doskonalenie cnót, jak cierpliwość, opanowanie, pokora, skłonność do wyrzeczeń, wyrozumiałość, a także ważne na co dzień – pracowitość i zaradność. Niezwykle ważne są też praktyki religijne, nierzadko bardzo liczne i piękne u tych świętych matek, które stawiamy sobie za wzór. Jednak w tym przypadku trzeba najpierw pamiętać o obowiązkach stanu, których nie należy zaniedbywać, zatapiając się bez pamięci w modlitwach. Ważne, aby zdać się tu na mądrość i doświadczenie swojego spowiednika, który znając naszą konkretną sytuację, pomoże rozeznać, na ile „modlitewnego zapomnienia” możemy sobie pozwolić.

            Do świętych matek, których żywoty warto sobie przybliżyć należą m.in. św. Franciszka Rzymianka, św. Brygida Szwedzka, św. Maria Zelia Martin, św. Joanna Beretta Mola, a także Gabriela Lefebvre, matka abp. Marcela Lefebvre’a, bo choć nie została wyniesiona na ołtarze, to jednak niewątpliwie była wzorem pobożnej i kochającej matki.

            Podsumowanie

            Trudno jednoznacznie zdefiniować macierzyństwo. To spełnienie pragnień kobiety, ale jednocześnie ich przekreślenie. To niewątpliwie wielki dar, ale też krzyż. Aby docenić jedno i drugie, potrzeba wiary i modlitwy, ale też czasu i refleksji, bo nawet dla wierzącej matki wiele z dróg, które przemierzy jako przewodniczka swojego dziecka na drogach życia, jest dla niej samej zbyt trudnych, niezrozumiałych. Matka potrzebuje wsparcia – dobrze, aby szukała go u Boga, ale też znajdowała u ludzi.

            Te refleksje o macierzyństwie niech będą tylko wstępem do dalszych rozważań o tym, co jest ważne dla każdej matki, o pocieszeniu i pomocy w jej własnych trudach, o wychowaniu, o małżeństwie. Z Bożą pomocą warto je poznawać, zgłębiać i powoli, według własnych możliwości czasowych, osobowościowych i duchowych, postępować na tej pięknej matczynej drodze.

*Wywód to rytuał błogosławieństwa kobiety po urodzeniu dziecka (benedictio mulieris post partum). Jego tradycja sięga czasów Starego Testamentu, ale w Kościele katolickim został ustanowiony na pamiątkę oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Najczęściej odbywa się tuż po obrzędzie chrztu świętego, kiedy matka trzymając w jednej ręce dziecko, w drugiej zapaloną świecę, zostaje wprowadzona przez kapłana z kruchty do kościoła. Następnie udają się przed ołtarz, gdzie odmawiają wspólnie modlitwy m.in. Magnificat i Ojcze nasz.