Skip to content Skip to footer

Mycielscy na salonach

Tekst ukazał się pierwotnie w czasopiśmie Zawsze Wierni.

Kiedy byłam dziewczynką, rodzina Mycielskich zamykała się dla mnie w tablicy mieszczącej się w naszym kościele parafialnym. Zawsze, będąc na Mszy św., stawałam przed nią i wnikliwie czytałam nieco zagadkowy napis. Głosi on niezmiennie:

D.O.M.
Tu spoczywa serce Anieli z Mielżyńskich Hrabiny Mycielskiej, która zasnęła w Bogu d. 30 stycznia 1843 r. mając lat 31. Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie!

Pytania i odpowiedzi

Oczywiście ten enigmatyczny dla mnie napis, był zarazem fascynujący. Dlaczego pochowano w tym miejscu czyjeś serce? Kim była Aniela? Jak wyglądała? A co równie istotne, co oznacza D.O.M.? Na te wszystkie pytania nie znajdowałam odpowiedzi, a nie przyszło mi do głowy, że mogę o te sprawy kogoś zapytać. Wyobrażałam więc sobie Anielę jako urodziwą kobietę, subtelną damę w koronkowej, białej sukni, jednak smutnej… bo przecież zabrano jej serce…

Później, będąc już nieco starszą i mądrzejszą, dowiedziałam się, że pępowski pałac należał przez jakiś czas do rodziny Mycielskich. To rozpaliło moją wyobraźnię. Sama mieszkałam wówczas w skoraszewickim pałacu, który oczywiście tracił już swój dawny blask, ale bycie „damą na salonach”, miałam jakby we krwi. Wyobrażałam sobie, że owa Aniela przechadzała się parkiem, a długi tren jej sukni ciągnął się krętymi alejkami. Te wyobrażenia poszerzałam o lekturę lokalnie wydawanych książek, aby dowiedzieć się trochę więcej o historii Pępowa i rodzinie Mycielskich.

Po latach, będąc studentką i ucząc się łaciny, dowiedziałam się, co oznacza skrót D.O.M., który widywałam później w wielu kościołach. Mianowicie – Deo Optimo Maximo, czyli ‘Bogu Najlepszemu, Największemu’, a jeśli znajduje się na nagrobku, to tłumaczy się jako Domus Omnium Mortuorum, czyli ‘dom wszystkich zmarłych’. Kolejna zagadka została rozwikłana.

Również podczas studiów, wybrałam się z wizytą do Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Podczas oprowadzania mojej grupy, przewodniczka rzuciła hasło – Anna z Mycielskich Zamoyska. Osłupiałam! Od razu zadałam pytanie, czy ta Anna to z tych wielkopolskich Mycielskich? Pani też osłupiała i odpowiedziała: „Pierwszy raz ktoś zadaje mi pytanie, na które nie znam odpowiedzi…” i dalej snuła swoją opowieść o pięknej Kozłówce. A w mojej głowie zaczęły mnożyć się pytania: czy są jacyś inni Mycielscy niż ci herbu Dołęga? Gdzie znaleźć informacje? Oczywiście z pomocą przyszedł mi Internet, który odpowiedział na moje pytania – tak, Anna z Mycielskich Zamoyska jest z tych wielkopolskich Mycielskich, bo innych Mycielskich nawet nie ma. Co prawda Anna to nie interesująca mnie Aniela, ale i tak bardzo się cieszyłam, że udało mi się dowiedzieć czegoś nowego. Przy okazji znalazłam informację o licznych posiadłościach tej bogatej rodziny, a także wyjaśnienie, że nazwisko Mycielscy podchodzi od nazwy miejscowej Mycielin w powiecie kaliskim. Byłam usatysfakcjonowana.

Lokalnie i światowo

Jednak Mycielscy nie dawali za wygraną i ciągle gdzieś krążyli wokół mnie. I tak, będąc na obczyźnie, podczas mojego dwumiesięcznego pobytu w Szwajcarii, znowu dali o sobie znać. Na kolacji zorganizowanej przez moich gospodarzy, był obecny pewien zacny pan i to w dodatku Polak. Bardzo się ucieszył, że może porozmawiać z kimś po polsku, bo rzadko miał do tego okazję. Okazało się bowiem, że jego ojciec był ambasadorem Polski w Brazylii, później zamieszkał właśnie w Szwajcarii, przez co jego rodzina wiele podróżowała. Mój rozmówca, pan Marek de Skowroński, opowiadał nieco o swojej rodzinie, po czym poprosił, abym opowiedziała coś o sobie. Jako lokalna patriotka, powiedziałam, że jestem z małej miejscowości w Wielkopolsce, której nazwa pewnie i tak mu nic nie powie, ale że jest u mnie bardzo ładnie i spokojnie, że mamy piękny pałac i kościół, że kiedyś była stadnina… Mówiąc to wszystko, dostrzegłam błysk w jego oku. Zapytał mnie: „– Co to za miejscowość?”. Odpowiedziałam: „– Pępowo”. Na co on: „– Niesamowite! Jako mały chłopiec byłem tam zobaczyć pałac Mycielskich, ponieważ jestem z nimi spokrewniony”. Naszej radości nie da się opisać – dwoje ludzi spotyka się za granicą i łączą ich… Mycielscy! Okazało się, że ojciec pana Marka, Tadeusz Skowroński, ożenił się z Krystyną Turno, która była córką Jana Kazimierza Turno i Ludwiki Mycielskiej. Została nawet wydana książeczka w trzech językach, która opowiada o ich majątku w Torzeńcu, położonym koło Ostrzeszowa.

Tak więc okazało się, że nawet będąc na drugim końcu Europy, mogę spotkać kogoś, kto zna moje rodzinne strony, a cała Wielkopolska jest mu równie bliska jak mi. To przyjemnie uczucie!

            Morał

              Przygoda z Mycielskimi, którzy towarzyszyli mi w Pępowie, Kozłówce i w Szwajcarii, uświadomiła mi, jak dobrze jest rozglądać się dookoła, szukać, czytać i słuchać, nie poprzestawać na dociekaniu prawdy. Historia z dzieciństwa, o której mogłam tak naprawdę zapomnieć, przerodziła się w serię ciekawych wydarzeń i dostarczyła mi wielu emocji. Kwestie lokalne, które często uznajemy za nudne i mniej pociągające niż wielkie sprawy tego świata, mogą się przecież stać początkiem naszej własnej historii. Choć do dziś nie udało mi się odnaleźć wielu informacji o Anieli, jak niewiele więcej ponad to, że faktycznie była piękną kobietą – co potwierdza jej portret, że miała męża i dwójkę dzieci, to nie czuje się rozczarowana. Ta historia jest dla mnie miłym wspomnieniem, ale też motywacją, aby mieć w sobie zamiłowanie do historycznych i – jak przystało na polonistkę – literackich poszukiwań.

1 Comment

  • perrotkaylee
    Posted 21/05/2025 at 3:40 am

    electrifying! 79 2025 Czego uczy nas ponura Generałowa? Kilka słów o (samo)wychowaniu według Jadwigi z Działyńskich Zamoyskiej refined

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Cymelia

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej